Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki
Gminny Ośrodek Kultury w Domaniewicach

Wywiad z Haliną Kostecką w "Nowym Łowiczaninie"

Utworzono dnia 22.12.2021

Poniżej zamieszczamy rozmowę z panią Kasią... to znaczy, z Haliną Kostecką :) z okazji uhonorowania choreograf "Kaliny" przez powiat łowicki nagrodą za upowszechnianie kultury. Zachęcamy do lektury - wydanie z 22.12.2021.

 

„Pani Kasia” z Łowicką Różą

33 lata – tyle wraz z synem Tomaszem prowadzi Zespół Pieśni i Tańca „Kalina” działający przy GOK Domaniewice. Przez jej salę treningową przewinęło się kilkaset osób i trzy pokolenia. Jak mówi, zawsze cieszą ją nagrody dla zespołu, jednak tym razem odebrała indywidualny, acz zasłużony tytuł. 5 grudnia pracę instruktorską Haliny Kosteckiej docenił powiat łowicki, przyznając jej „Łowicką Różę” w kategorii upowszechniania kultury. Zapraszamy na rozmowę z choreograf „Kaliny”, bardziej znaną w Domaniewicach pod imieniem… Kasia.

Jak Pani ocenia programy typu talent show - czy są dobrym startem drogi artystycznej?

Na pewno programy te dają młodym ludziom możliwość występowania, ale ja nie do końca lubię konkurencję, rywalizację. Rzadko kto wchodzi na szczyt, a to może  podcinać skrzydła. Mądrze prowadzeni tancerze są nastawieni przede wszystkim na drogę, a nie na cel.

W jaki sposób Halina Kostecka stała się „Panią Kasią”?

- To śmieszna historia. Gdy się poznałam z moim przyszłym mężem  i wybierałam się na pierwszą randkę, włożyłam sukienkę w „łączkę”, zabrałam modny wtedy wiklinowy koszyk; miałam bardzo długie włosy i zaplotłam je w dwa warkocze z przodu. Jak wysiadłam z tramwaju, mój mąż powiedział: „O, jaka Kaśka!”. Przeniosło się to imię do zespołu „Poltex” z Łodzi, w którym oboje tańczyliśmy. Niektórzy w ogóle nie znali mojego imienia z dowodu. Mówili: „Kasiu, Kasiu…” i tak zostało do dzisiaj.

Co Pani dał, a co zabrał taniec?

- Taniec dawał i wciąż daje ogromną satysfakcję i zadowolenie. Moi rodzice pochodzili z okolic Opoczna. Moja mama miała 9 rodzeństwa, więc wesel w rodzinie nie było końca. Tata był zaś multiinstrumentalistą, grał na wszystkim co mu się dało do ręki. Jego kapela weselna spotykała się u nas w domu. Bardzo lubiłam ludowiznę i „ichnie” zwyczaje, byłam tym zarażana od małego. Gdy to ja zostałam mamą, zabierałam syna na próby „Polteksu”, a kiedy wyjeżdżałam z występami, to już szczególnie się cieszył. Wyjazd na zachód w tamtych czasach był prawie niemożliwy, a z zespołem się jeździło i przywoziło do domu różne rzeczy: niedostępne w Polsce zabawki czy ubrania. Dopiero, gdy syn był starszy, zrobiło się trudniej. Mówił: „Nic mi nie przywoź, tylko nie jedź”. Nie sądzę jednak, abyśmy cokolwiek przez taniec stracili. Oboje kochaliśmy i kochamy taniec, prowadzimy „Kalinę” razem, ramię w ramię.

Specjalizujecie się właśnie w tańcu ludowym. Jak Pani ocenia nowoczesne style taneczne?

- Każdemu coś innego w duszy gra. Taniec ludowy, a także towarzyski przekonuje mnie o tyle, że tańce w parach wydają mi się bardziej wymagające pod względem techniki. Para musi ze sobą współgrać, a nie tylko synchronizować. Doceniam jednak walory innych tańców, bo stopień trudności niektórych jest bardzo wysoki.

Przez domaniewicki zespół przeszło wiele młodych osób. Jakie zmiany na przestrzeni 33 lat nastąpiły w dzieciach i młodzieży jako grupie wiekowej?

- Młodzież zmieniła się bardzo. Dziś dzieci, które zaczynają tańczyć, są odważne, przebojowe,  „wyzwolone” i bardziej niesforne niż kiedyś. Trudno ich przekonać, jakkolwiek to brzmi, że praca w zespole jest grupowa, a nie solowa.  Jest wśród dzieci dużo indywidualistów. Młodzież, która u nas dłużej tańczy, już rozumie, że liczy się współdziałanie, bo ocena trafi do nas jako grupy. Naprawdę fajna praca zaczyna się, gdy młodzież zauważa, że coś udało się nie tylko mnie jako jednostce, ale nam wszystkim – całemu zespołowi.

Czy istnieje ideał tancerza?

- „Gwiazdorzenie”, nawet jeśli ktoś jest bardzo dobry, to zła cecha. Na szczęście u nas tego nie ma. Najważniejsza rzecz u tancerza to na pewno sprawność fizyczna. Po drugie, powinien on wiedzieć, co robi i po co to robi. Trzecia sprawa – jak wyżej: tancerz zespołowy myśli o innych. Mocniejszy bierze na korytarz tego, który potrzebuje coś powtórzyć i pomaga mu.

Jaki okres lub wydarzenia z działalności „Kaliny” wspomina Pani ze szczególnym sentymentem?

- Było ich na pewno bardzo wiele. Zawsze było mi ciepło na sercu, kiedy się gdzieś pojechało i zdobyło wyróżnienie czy nagrodę. Pamiętam Świnoujście, gdzie otrzymaliśmy Grand Prix festiwalu i pierwsze miejsca w prawie wszystkich kategoriach łącznie z kapelą. To były niesamowite emocje. Potem na festiwalach w Zduńskiej Woli przez 3 lata z rzędu byliśmy laureatami. Inne zespoły mówiły półżartem, żebyśmy już na kolejny rok nie przyjeżdżali, bo też chcieliby powalczyć o nagrody. Zapadło mi też w pamięć zdarzenie z pierwszego lub drugiego jubileuszu „Kaliny”. Podszedł do mnie nasz może wtedy 18-letni tancerz i zapytał: „Pani Kasiu, niech mi pani powie, jak to zrobić, żeby budzić szacunek w innych ludziach, tak jak pani się udało wzbudzić szacunek w nas”. Nie oczekiwałam u tak młodych ludzi takich przemyśleń, dla mnie to był znak, że oni już patrzą na świat szerzej.

Teraz Pani profesjonalizm docenił powiat łowicki poprzez przyznanie „Łowickiej Róży”.

Bardzo cieszy, że ktoś zauważa tę pracę i docenia mnie poprzez zespół. Dziękuję władzom gminy Domaniewice i dyrekcji Gminnego Ośrodka Kultury za stwarzanie nam – mnie i Tomkowi – warunków do pracy. Dziękuję dzieciom i młodzieży „Kaliny”, dzięki którym jestem ciągle potrzebna. To mąka, z której pieczemy ten chleb. A nade wszystko dziękuję Tomkowi, który pracuje ze mną jako instruktor tańca w zespole. Myślę, że tę „Łowicką Różę” można by podzielić na pół: dla mnie byłby kwiat, a dla niego łodyga. Ja „rozhuśtałam” zespół, ale to pomoc Tomka jest tą „łodygą”, która mnie mocno wspiera.

A co jest dla Pani niematerialną nagrodą za tę pracę?

Najważniejszą rzeczą jest dla mnie to, że zaraziłam moich tancerzy tańcem. To jest choroba, z której się już nie wyleczą. Osoby, które tańczą, widać z daleka, inaczej chodzą i mają inną sylwetkę. Otwartość sceniczna będzie im towarzyszyć już zawsze poprzez życiową odwagę. Taniec rozwija też poczucie estetyki i umiejętność odnalezienia się w grupie, nawet jeśli nie jest to uświadomione. „Coś” w moich tancerzach zostanie jako kapitał na życie, a ja dzięki temu, mówiąc za Horacym, „nie cała umrę”. To jest dla mnie największa zawodowa nagroda.

Jakie ma Pani plany, cele, marzenia na „Kalinę” na najbliższych kilka lat?

- Pandemia raptownie zabrała nam możliwości prób, a całość programu zespołu  trwa 2,5 godziny. Z najstarszą grupą zwaną „przygotowawczą” odbudowujemy repertuar i to jest plan na najbliższy czas, oczywiście, o ile zdrowie pozwoli. Młodzież ta ma bardzo fajne perspektywy i duży potencjał, mogą tańczyć nawet i 20 lat. Mamy już „postawione” 3 tańce, które są dość wymagające. Tancerze  sami mówią, że przed nimi jeszcze wiele pracy – to dobrze. Wracając po przerwie covidowej, byłam zaskoczona. Myślałam, że dzieci i młodzieży  będzie mniej do zespołu, a jest ich dużo więcej. To cieszy i daje nadzieję na przyszłość.

GODZINY OTWARCIA

poniedziałek 8:00 - 16:00

wtorek 10:00 - 19:00

środa 8:00 - 16:00

czwartek 8:00 - 16:00

piątek 10:00 - 19:00

W lipcu i sierpniu GOK czynny od 8.00 do 16.00

 

Zegar

Kalendarz

Rok wcześniej Miesiąc wcześniej
Maj 2022
Miesiąc później Rok później
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

Imieniny

Licznik odwiedzin:

W tym tygodniu: 22

W poprzednim tygodniu: 135

W tym miesiącu: 363

W poprzednim miesiącu: 366

Wszystkich: 24841